OGROMNY WPŁYW

Ogromny wpływ na stworzenie i rozwój nauki polskiej ’ w ‚okresie powojennym miała pomóc i‘ współpraca ze Związkiem Radzieckim. W ciągu pierwszych lat powojennych, — byi t,o pierwszy etap tej współpracy—otrzymaliśmy wyposażenie dla powstających lub uruchamianych placówek, dokumentację techniczną, nie- zbędńądo podjęcia pracy prawie we wszystkich podsta­wowych branżach przemysłu polskiego. Wspólne przed­sięwzięcia badawczo-rozwojowe oraz wymiana osiągnięć —- już w okresie późniejszym — dotyczą wszystkich gałęzi polskiej gospodarki. W 35-leciu powojennym otrzymali­śmy z ZSRR 7760 kompletów dokumentacji technicznej, w.tym ponad 300 projektów dużych obiektów inwestycyj­nych, i ponad’1500 kompletnych’ rozwiązań koństrukcyj~ nydi i urządzeń, około 1000 nowoczesnych technologii, liczne wzory maszyn, urządzeń, aparatów, narzędzi i pod­zespołów.

ŚCISŁY MODEL

Innymi słowy— mamy w stosunku dp bazy produkcyjnej niedostatecznie – wykwalifikowaną kadrę robotników. Przemysł, jaki mamy ’ obecnie, powinien inieć co najmniej w 50—60 proc. robotników wykwalifikowanych. Istnieje, jak wiadomo, ścisły związek między postępem technicznym a kwalifikacjami robotników. Model struktury kadrowej nowoczesnego przedsiębiorstwa powinien  być punktem wyjścia we wszelkich dyskusjach, .pracach planistycznych i prognostycznych.’Dopiero wówczas ostro . ‚ widać ważność problemu kształcenia przede wszystkim kadr robotników wykwalifikowanych i techników. Nie można tego problemu traktować połowicznie, planując rózwiązywanie trudności kadrowych drogą przyuczania do za­wodu, metodą różnych przyspieszonych kursów dla robot­ników.

ZGODNIE Z ZAŁOŻENIAMI

Zgodnie,z przyjętymi założeniami, liczba sta­nowisk pracy wymagających średniego wykształcenia za­wodowego zwiększyła się zaprawie miliona w 1964 r. do  1728 tys.’w 1975 roku. W okresie dziesięciu lat, 1965— 1975, przyrost ten wyniósł 56,4 proc., a średnie roczne tempo wzrostu 4,6 proc.Jeśli postęp w rozwoju sił wytwórczych idzie w parze ze wzrostem udziału pracy inżynierskiej/ to jeszcze bar­dziej trwałą tendencją jest zwiększanie :się liczby- i wzrost . udziału zatrudnienia osób z wykształceniem średnim zawodowym. Automatyzacja, rozwój technologiczny pocią- ; gają za sobą przede wszystkim konieczność obsadzania co- ‘raz więcej, stanowisk przez techników i ekonomistów-ze średnim wykształceniem.

ROZSĄDNE WNIOSKI

Do bardziej rozsądnych wniosków futurologicznych’ dochodzi ekonomista amerykański, E. Faltimayer, przypomi-. nająć, że wraz z procesem tzw. serwicyzacji gospodarki będzie rosjo zapotrzebowanie na’pracowników wykonują­cych czarną robotę”. W USA sektor usług obejmuje około. 60 proc,. zatrudnionych i w przyszłości od ,10’dó. 15; pnoc.V ogółu pracujących będzie, zatrudnionych przy usuwaniu’ śmieci, sprzątaniu, czyszczeniu. Tutaj nawet komputer nie zautomatyzuje używania’szczotki i mydła i .bez udziału praćy manualnej trudno wyobrazić,sobie higienę, stań sanitarny konurbacji, przyszłych megalopolis. Dotąd-nie zawsze wiadomo, co ma robić inżynier, a’co technik. Wiele stanowisk, które z, powodzeniem mogliS^, i powinni zajmować technicy, obsadzonych jest unasprzeż inżynierów. Tak jest na przykład w górnictwie, prźemyśle chemicznym, , lekkim czy maszynowym.

SEDNO SPRAWY

Sedno sprawy tkwi faktycznie w tym,- że istnieje plan absolwentów, że uczelnie zostały zobowiązane do wypusz­czenia określonej liczby absolwentów z dyplomem inży­niera. Konsekwencje? Zbyt często przymyka:się oczy na niedostatki w opanowaniu materiału, ulgowo traktuje studentów. A przecież nie jest‘to niczym innym, jak tylko obniżeniem poziomu kształcenia.’ Gospodarka narodowa otrzymuje później zastępy niedouczonych inżynierów, któ­rzy rzeczywiście nie nadają się częstokroć do innych prać niż na poziomie technika.Nie stać nasz kraj na luksus .kształcenia kilkudziesięciu tysięcy przyszłych inżynierów wedle zasady, że decyduje ilość, a nie jakość. Inżynierów mamy za dużo,’jak Starałem się wykazać, ale dobrych za mało. I w tym jest największy paradoks. Kosztowny i na dłuższą metę nie do utrzy­mania.

 

W WIELU INSTYTUTACH

W wielu instytutach przemysłowych i ośrodkach’ badawczych kombinatów, w wielkich organi­zacjach gospodarczych po prostu brakuje pracowników jiauki. Ich przechodzenie do placówek zaplecza badawczo- rozwojowego i zajęcie się badaniami (utylitarnymi ozna­czałoby dla wielii naukowców zdobywanie nowych kwali­fikacji, pełną mobilność zawodową, przyniosłoby znaczny pożytek naszej gospodarce. Jeszcze w, dawnych latach utarł się pogląd, że „praw­dziwa” nauka znajduje się tylko w murach uczelni i in­stytutów PAN.- Badania w. placówkach resortowych trak­towano jako coś gorszego, o mniejszej randze naukowej.Inaczej niż na przykład w ZSRR czy USA. W krajach wy­soko uprzemysłowionych najwyższym autorytetem i uzna- .miem cieszą się pjace w instytutach technologicznych ści­śle zintegrowanych z przemysłem.